Opowiadanie inspirowane jest anime Sakamichi no Apollon!

15.06.2016

SIEDEM LAT - Gorąca Czekolada

7
Rozdział dodatkowy
7 srebrnych lat!
Ten rozdział to jeden z siedmiu części jakie pojawią się wkrótce na moich blogach z okazji 7 lat pisania opowiadań! Oto harmonogram:
Dzień 1 – PiR - Przeprowadzka
Dzień 2 – BE Drużyna Cyrusa
Dzień 3 – DS Przyszłość
Dzień 4 – GCz Skutki braku snu
Dzień 5 – 8C
Dzień 6 – Ukryty Epilog
Dzień 7 – ? ? ?



SKUTKI BRAKU SNU 

            – Jesteś beznadziejny – ocenił Seweryn spokojnym głosem. – Już ci to mówiłem, prawda?
            – Nie rozumiem, co masz na myśli – odpowiedział Kajetan.
            – Ja wiem – wtrąciłem. Obejrzałem się za siebie, aby zobaczyć wszystkie trzy twarze moich przyjaciół. Klara wyglądał na najbardziej znużoną. – Seweryn myśli, że jesteś beznadziejny, bo spotykasz się z jego starszym bratem od półtora roku.
            – I co w związku z tym? – zapytał Kajetan, wpatrując się w swojego najlepszego przyjaciela.
            – Śmierdzisz psem – odpowiedział Seweryn, przyglądając się swoim paznokciom.
            – Sylwester ma dwa psy.
            – Dobry Boże! – Seweryn złapał się za serce. – Jak się cieszę, że mi to powiedziałeś! Dwa? Dwa psy? Serio? Naprawdę? Dwa?!
            – Nie jesteś zabawny, Seweryn – burknęła Klara. – Jak się czujesz, Wojtek?
            Mój chłopak, który prowadził auto, od jakiegoś czasu był podejrzanie cicho. Wszystko dlatego, że bardzo, ale to bardzo denerwował go korek przed nami. Potrafił być wybuchowy z tego powodu.
            – Wszystko w porządku – odpowiedział podejrzanie cicho.
            – Mówiłem, abyśmy popłynęli wpław – wtrącił Seweryn. – Byłoby szybciej. Ale nie, wszyscy zawsze wiedzą lepiej.
            – Zamknij się, Seweryn – warknęła Klara i uderzyła go w ramię.
            – Kobieto! To bolało!
            – Bo miało!
            Seweryn pokręcił głową. Następnie kątem oka zerknął na Kajetana, który coś stukał na swoim telefonie.
            – Serduszko? Serio? – Mlasnął z niesmakiem.
            – Sylwester wysłał mi zdjęcie uroczego psa – wyjaśnił spokojnie.
            – Czyli swoje selfie?
            – Miło, że uważasz swojego brata za uroczego – odpowiedział Kajetan.
            Seweryn zmrużył oczy.
            – I ty, Kajetanusie?
            Obserwowanie i słuchanie przekomarzania się moich przyjaciół było ciekawą atrakcją naszej podróży. Przynajmniej zapełniali czas, gdy staliśmy w tym okropnym korku. Poklepałem Wojtka po ramieniu i podałem mu butelkę z zimną wodą. Wypił prawie połowę.
            Udało nam się przedrzeć przez korki i wjechaliśmy do Juraty w całkiem dobrym humorze. A gdy odbiliśmy w boczną, ciasną drogę, uwalniając się od głównego nurtu samochodowego, poczuliśmy się jeszcze lepiej. Dojechaliśmy dokładnie tam gdzie nam pokazywał GPS i zatrzymaliśmy się pod blokiem mieszkalny, który praktycznie znajdował się wśród sosnowych, wysokich drzew. Wojtek zatrzymał auto i uśmiechnął się szeroko.
            – Z wozu? – zapytała Klara.
            – Z wozu – odpowiedział kierowca i wszyscy wysypaliśmy się na zewnątrz. Mimo samochodowej klimatyzacji, lepiej poczułem się na zewnątrz. Przyjemnie wiało. Rozpakowaliśmy się i ruszyliśmy do budynku, w którym wynajęliśmy mieszkanie na weekend. Najtańsze jakie znaleźliśmy, ale liczyło się dla nas tylko wygodne łóżko lub sofa. Większość czasu i tak planowaliśmy spędzić na plaży. Poza tym byliśmy studentami. Oferty studenckie najbardziej do nas przemawiały.
            A znalezienie oferty studenckiej w takim miejscu graniczyło z cudem. Na szczęście Seweryn niemożliwe załatwiał od ręki, a na cudy trzeba było poczekać dwa dni. Po tym czasie Seweryn przedstawił nam ofertę, którą znalazł i wynegocjował. Właściciele mieszkania na jego widok wyglądali na odrobinę wstrząśniętych, chyba dalej nie mogąc wyjść z wrażenie jakie na nich zrobił, gdy rezerwował nam nocleg.
            Zostawili nam klucze i po rozliczeniu się, opuścili mieszkanie. Nie było duże, ale pomieściło naszą piątkę. Rozpakowaliśmy się, odrobinę odpoczęliśmy i ruszyliśmy od razu na spacer. Naturalnie poszliśmy na plażę, a potem na drugą stronę miasta, w stronę zatoki. Zjedliśmy po gofrze (z czekoladą).
            – Och, rozpusta prosto w usta – szepnął Seweryn.
            – Nie wiedziałam, że tak bardzo lubisz gofry – stwierdziła Klara. – Chcesz mojego?
            Spojrzał na nią urzeczony.
            – Kocham cię.
            – Do tej pory myślałam, że tylko bardzo lubisz – odpowiedziała, oddając swojego gofra. Seweryn pochłonął go bardzo szybko.
            Następnie poszliśmy kupić kilka produktów spożywczych i wróciliśmy do mieszkania, aby ugotować sobie obiad. Najlepiej z nas gotował Kajetan, a więc to na niego spadła większość rzeczy. Ja przysłużyłem się tym, że obrałem marchewkę i byłem z siebie zadowolony.
            – Swoją drogą, dlaczego Sylwester nie pojechał z nami? – zapytałem tuż po tym jak pochwaliłem się Kajetanowi jak równo obrałem warzywa. Spojrzał wtedy na mnie z matczyną dumą.
            – Sesja – odpowiedział. – Poza tym musiał jechać na jakąś konferencję stomatologiczną do Warszawy – dodał ze smutkiem. Nie byłem w dobry w odgadywaniu co ludziom chodzi po głowie, a więc stwierdziłem, że zapytam.
            – Wolałbyś, aby tu był?
            Kajetan pokiwał głową.
            – Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam z wami jeździć – wyjaśnił z uśmiechem i poprawił okulary. – Ale wy jesteście ze swoimi partnerami, a ja… nie chcę być waszym piątym kołem u wozu.
            – Zwariowałeś? – Klara uderzyła go w głowę drewnianą łyżeczką. – Nigdy nie jesteś piątym kołem u wozu. Jesteś przyjacielem.
            – Dokładnie. I to o wiele fajniejszym niż koło. Koło nie potrafi grać na trąbce. A ty umiesz.
            – Dzięki, Amadeo – odpowiedział z uśmiechem.
            – Oj, oj. Widzę, że Kajtuś wpadł w dołek. – Przy nas pojawił się Seweryn, który odkąd zaczęliśmy gotować, magicznie gdzieś zniknął. – To dobrze, że mam dla nas plan na wieczór.
            – Masz?
            – Ano mam – rzekł raczej dumny z siebie. – Wieczorem idziemy na karaoke. I zanim coś powiecie, nie, nie obchodzi mnie to, że nie umiecie śpiewać – oznajmił, bo ja i Wojtek już otworzyliśmy usta. – Bar karaoke niedaleko zatoki. Nie brzmi to fajnie?
            – Nie – odpowiedziałem.
            – Amadeusze i ryby głosu nie mają – stwierdził Seweryn. – Posłuchajcie, nie musicie śpiewać. Cała zabawa w karaoke polega na tym, aby pójść, upić się i oceniać innych jak śpiewają.
            – To chyba nie jest sens karaoke – zauważyła Klara.
            – Nonsens! Pobawimy się w jury.
            – To okropne – powiedział Kajetan. – Chcesz tam iść i śmiać się z ludzi?
            – A co robię przez całe moje życie? – zdziwił się Seweryn. – Chodzę i śmieję się z ludzi. Na przykład z ciebie, bo ubrudziłeś się na policzku kawałkiem pomidora.
            Kajetan zmrużył oczy i wyczyścił twarz.
            – Nie rozumiem dlaczego w ogóle z nim dyskutujemy – oznajmił Wojtek. – Przecież jak on sobie coś ubzdura to zawsze nas w coś wpakuje. Tak jak wtedy, gdy poszliśmy w nocy na cmentarz.
            – Dalej nie wiem jak nas do tego namówiłeś – westchnął Kajetan.
            – Jesteście okropni. Chciałem jedynie pokazać Amadeuszowi skąd może czerpać swoje nekromanckie moce – powiedział, wzruszając ramionami.
            – Specjalnie dla ciebie wziąłem t-shirt, który mi dałeś z napisem „Death Boy” – oznajmiłem.
            Seweryn wyszczerzył zęby.

***

            Ubrany w czarną koszulkę z napisem „Death Boy”, siedziałem przy jednym ze stolików baru karaoke, który rzeczywiście wyglądał wprost na zatokę. Otoczony gronem przyjaciół czułem, że moje braki w rozumieniu ludzi nie zostaną dziś wystawione na próbę. A istniała ku temu okazja, bo najwidoczniej karaoke było popularną rozrywką. Nawet wśród starszych osób.
            Zaraz obok mnie siedział Wojtek, zdecydowanie górując posturą nad resztą. Obserwował ludzi dookoła, popijając z wielkiego kufla piwa. Kajetan, co do niego niepodobne, większą ilość czasu spędzał nad telefonem. Dlatego prym w rozmowie wiedli Klara i Seweryn.
            – Mówię ci, Anakin tak czy siak przeszedłby na Ciemną Stronę Mocy.
            – Tak, bo Anakin to mała – Słowo, którym Klara określiła postać z Gwiezdnych Wojen zagłuszył dźwięk upadającej tacy za barem. – Miałam ochotę zabić go przez dwa filmy.
            – W tobie jest Ciemna Strona Mocy – ocenił Seweryn.
            – Czerwone miecze świetlne zawsze bardziej mi się podobały – przyznała.
            – Ja wolę niebieskie – wyznał Seweryn i zerknął na najlepszego przyjaciela. – Dokładnie takie jak poświata z telefonu Kajetana.
            Chłopak westchnął i schował komórkę do kieszeni.
            – Przepraszam. Po prostu Sylwester jest zazdrosny. – Pokręcił głową. – To nawet miłe, ale czasami przesadza. Poza tym, sam jest teraz na imprezie.
            – Na imprezie? Myślałem, że jest na jakiejś konferencji o… zębach. – Wojtek zmarszczył czoło i spojrzał na mnie. – Dobrze zrozumiałem, prawda?
            – Konferencja stomatologiczna, tak. – Pokiwałem głową.
            Klara wywróciła oczami.
            – Sylwester jest studentem. W Warszawie. Po konferencji studenckiej. Myśleliście, że po wykładach wrócili i zaczęli czytać o zębach trzonowych i borowaniu? – Upiła łyk swojego drinka. – Kajetan?
            Nasz przyjaciel z heterochromią wyglądał na szczerze poruszonego.
            – Oj, oj. – Seweryn pokręcił głową. – Popsułaś Kajetana.
            – Hej, Kajet! – Pogładziła go po ramieniu. – Sylwester nie jest takim… eee… – Zawahała się, a nasza trójka cicho syknęła. Biorąc pod uwagę co wiedzieliśmy o Sylwestrze przed poznaniem Kajetana, nie należał do świętych. Nawet ja miałem okazję doświadczyć jego dzikiego charakteru i spontanicznych decyzji. – Eee…
            – Wiem co sobie myślicie – powiedział Kajetan.
            – Nie, wcale nie – zapewniłem wszystko. – Sylwester bardzo cię lubi. Myślę, że nawet kocha.
            – I sam mówiłeś, że seks jest super – dodała Klara. Seweryn prawie wypluł piwo, które miał zamiar wypić. – No co?
            – Wolałbym, abyście nie mówili o tym jak mój starszy brat posuwa mojego najlepszego przyjaciela – warknął. – To niesmaczne.
            – A co w tym niesmacznego? – zapytałem.
            – Starszy brat. Seks. Najlepszy przyjaciel – wyliczał. – To zasadniczo przyprawia o koszmary.
            – Śnisz o nich? – Klara uniosła brew. – Mam się zacząć czegoś obawiać?
            – Mówiłem, że jest bi – wtrącił Wojtek. – Jest zbyt pyskaty.
            – Nie jestem bi! – syknął Seweryn. – Nie żebym coś miał do biseksualistów ani homoseksualistów, bo procentowo stanowią większość moich przyjaciół i o mój Boże, Kajetan, zadzwoń do niego, bo nie mogę na ciebie patrzeć. Wyglądasz żałośnie. Zadzwoń do mojego starszego, ale głupszego brata i zaszczekaj, to go na ciebie nakręci.
            Zapadła chwila ciszy. Klara zmrużyła oczy, przyglądając się swojemu chłopakowi.
            – Rzeczywiście jest pyskaty – przyznała, a Wojtek pokiwał głową. Ja parsknąłem śmiechem, a Seweryn wzniósł dłonie ku niebu.
            – Nie wyjdę na idiotę? – zapytał Kajetan, obracając telefon w dłoniach. – Nie chcę być tym chłopakiem, który kontroluje swojego chłopaka.
            – Po pierwsze twój chłopak to pies – przypomniała Klara. – Po drugie, każdy chłopak jest jak tamagotchi. Musisz się nim zajmować, inaczej odejdzie lub umrze.
            – Czy ty porównałaś nas wszystkich do japońskich zabawek? – zapytał Seweryn.
            – Miałem to – powiedziałem dumny z siebie. – Miałem kurczaka.
            – Ja miałem dinozaura.
            – A ja… psa – przyznał Kajetan, nieco skrępowany.
            – Jezu, to dopiero dotyk przeznaczenia – prychnął Seweryn.
            – Po prostu do niego zadzwoń – poprosiła Klara. – Pogadacie chwilę. On będzie spokojniejszy. Ty będziesz spokojniejszy.
            Kajetan skinął głową i obserwowaliśmy z napięciem jak wybiera numer telefonu. Odczekał kilka sygnałów, a następnie zmarszczył czoło.
            – Sylwester? – zapytał. Biorąc pod uwagę jego spojrzenie, nie odebrał Sylwester. – Z kim rozmawiam? Jest tam gdzieś Sylwester?
            – Kto to? – szepnąłem. – Z kim rozmawia?
            – Nie mamy pojęcia, Amadeuszu – odpowiedział złośliwie Seweryn. – Słyszymy tyle co ty.
            – Sylwestrunio? – powtórzył Kajetan, unosząc brwi. – Pije shoty… skąd? – Zamknął oczy. – Zadzwonię kiedy indziej.
            Rozłączył się wciskając czerwoną słuchawkę z niespotykaną mściwością. Wziął głęboki wdech i otworzył oczy.
            – A więc mój chłopak jest właśnie w klubie gejowskim i pije shoty, nie używając do tego dłoni – wyjaśnił. Zastukał palcami o blat. – Ach. I nazywają go „Sylwestrunio”, kiedy on nienawidzi, gdy mówi się do niego „Sylwek”.
            Milczeliśmy przez chwilę. Pierwsza odezwała się Klara, jak zwykle uspokajającym tonem.
            – To jeszcze nic nie znaczy – powiedziała powoli. – Po prostu się bawi.
            – Nie powiedział mi, że jest w klubie gejowskim – jęknął. – Widzieliście go? Jest przystojny!
            – Cóż… – zaczął Seweryn, ale Kajetan już kontynuował.
            – Wszyscy będą chcieli się z nim bawić. I na pewno znajdzie się kilku, którzy chcieliby się z nim przespać tylko dlatego, że lubi Arctic Monkeys. I The Neighbourhood. To takie fajne zespoły! A widzieliście jak wygląda we flanelowej koszuli? I ten zarost? Kieł?
            – Kajetan, dramatyzujesz – powiedział Wojtek. – Jasne, Sylwester lubi zaszaleć, ale wiesz też, że jest wierny jak pies. Zwrot częściowo zamierzony – dodał.
            – Jest mi smutno – westchnął Kajetan.
            Wymieniliśmy się spojrzeniami.
            – Proszę, Kajetan. – Klara położyła mu rękę na ramieniu. – Nie masz pewności, że Sylwester zrobił coś złego. Jest gejem, poszedł do klubu gejowskiego. To nie jest aż tak nadzwyczajne. Może go tam zaciągnęli?
            – Może…
            Wieczór się odrobinę popsuł.

***

            Seweryn leżał pod kołdrą, z książką w ręku i próbował skupić się na tekście, ale słowa okazywały się jedynie prześlizgiwać po wypiciu trzech piw. Brakowało im sensu, a więc poddał się i odłożył książkę, mniej więcej w tym samym momencie, gdy Klara wyszła z łazienki ubrana w za duży t-shirt. Mokre włosy przerzuciła na jedno ramię.
            – Wychodziłeś gdzieś? – zapytała.
            – Nie – odpowiedział spokojnie. – Leżałem grzecznie w łóżeczku, czekając na moją ukochaną.
            Klara zmrużyła oczy.
            – Kręcisz.
            – Dobrze, próbowałem zadzwonić do mojego głupiego brata, ale nie odbierał. Jest dupkiem.
            – To u was rodzinne.
            – Ja jestem przynajmniej czarujący – stwierdził, pstrykając palcami. – Zaraz sprawię, że zaliczę.
            Klara usiadła obok na łóżku.
            – Doprawdy? Chyba glebę, gdy już cię zrzucę z łóżka – powiedziała spokojnie.
            Przysunął się i pocałował jej odsłoniętą skórę na szyi.
            – Mówisz, że będzie ostro?
            – Jesteś okropny, Seweryn – odpowiedziała. – Tylko jakaś desperatka poszłaby z tobą do łóżka.
            Roześmiał się i wjechał dłonią pod jej koszulkę.
           
***

            Następny dzień był pochmurny i deszczowy co bardzo oddawało stan ducha Kajetana, który wciąż nie mógł skontaktować się z Sylwestrem. Tak samo jak reszta z nas. A więc tego dnia Kajetan był zamknięty i nic nie poprawiało mu humoru, mimo że Seweryn wychodził z siebie, aby poprawić mu humor.
            A gdy w pewnym momencie udało się sprawić, aby się uśmiechnął, koło nas przebiegł pies i Kajetan wrócił do swojej smutnej wersji. W końcu, gdy wróciliśmy do mieszkania, bo pogoda kompletnie się zepsuła, schował się do pokoju i słuchał smutnej muzyki. We czwórkę usiedliśmy w salonie i podjęliśmy dyskusję. Konspiracyjnym szeptem.
            – Sylwester przegina – syknęła Klara. – Rozumiem, że wczoraj mógł zaszaleć, ale dzisiaj to już przesada. Dlaczego nie odbiera?
            – Może coś mu się stało? – zasugerował Seweryn z cichą nadzieją. – Może w końcu zmienił się w psa i może spełnić swoje największe marzenie, liżąc się po własnych jajkach?
            – Pamiętasz jak mówiłeś wczoraj o niesmacznych rzeczach – przypomniał Wojtek. – To właśnie jedna z nich.
            – Nie panikujmy – poprosiłem. – To jeden dzień. Może padł mu telefon i zapomniał ładowarki?
           
***

            Seweryn i Klara właśnie wracali z wieczornych zakupów (zadeklarowali się zrobić kolację), gdy na jednej z ulic dostrzegli znajomą postać. Wyglądała na zdezorientowaną, ale prącą uparcie do przodu.
            – Czy to…? – Klara zmrużyła oczy.
            Ta flanelowa koszula. Ten nieogarnięty zarost. Te podkrążone oczy.
            – Nie wierzę – stwierdził spokojnie Seweryn. – Po prostu nie wierzę. EJ! – ryknął nagle, a Klara podskoczyła. – Psie!
            Sylwester spojrzał w ich kierunku, kompletnie zmęczonym wzrokiem. Uśmiechnął się i podbiegł do nich.
            – Dzięki Bogu was znalazłem – powiedział.
            – Co ty tu robisz? Czemu jesteś w Juracie?
            – Przyjechałem do was – odpowiedział.
            – Wiesz, że przez ciebie Kajetan od południa słucha Adele? – zapytał Seweryn. – I siedzi w dołku?
            – Czemu nie odbierałeś?
            – I wiesz, że śmierdzisz potem? – dodał czarująco Seweryn.
            – Okej, przede wszystkim wciąż jestem trochę na kacu, a więc powoli poproszę. – Sylwester uniósł dłoń. – Byłem w Warszawie, Kajetan zadzwonił, ktoś odebrał mój telefon, już zajebałem skurwielowi, potem telefon mi padł, nie miałem ładowarki. Więc pomyślałem, że przyjadę, aby wszystko wyjaśnić.
            Klara i Seweryn wymienili spojrzenia.
            – Nie pomyślałeś o tym, aby gdzieś podładować telefon i zadzwonić?
            Sylwester przyjrzał się im przez chwilę, a potem uderzył się w czoło.
            – KURWA!
            – Jesteś idiotą – oznajmił Seweryn. – Najpierw pomyślałeś o tym, aby tu przyjechać, a dopiero potem, aby naładować telefon. Gdziekolwiek? Skorzystać z telefonu kogoś innego? Nie? Stwierdziłeś, że najlepszym i najprostszym rozwiązaniem jest przejechać przez Polskę?
            – Już powiedziałem magiczne słowo na „k” – warknął. – Poza tym, nie lubię rozmawiać przez telefon. Brak wtedy ludzkiego czynnika.
            – Ludzkiego czynnika równie brak w logicznym myśleniu – zakpił Seweryn.
            – Dość – przerwała Klara, bo Sylwester już otwierał usta, aby się odgryźć. – Nieważne jak się tu znalazłeś. Pójdziesz teraz do Kajetana i z nim porozmawiasz. Seweryn miał rację, Kajetan słucha Adele, a to wróży miłosny smutek.
           
***

            Kajetan był w swoim pokoju, gdy w drzwiach stanął Sylwester. Przez pierwszych kilka minut wpatrywali się w siebie, aż w końcu serce Kajetana prawie wyskoczyło mu z piersi.
            Oto stał przed nim jego chłopak – zmęczony, z sinymi oczami, z wyjątkowo niedbałym zarostem.
            – Sylwester! – Wyciągnął słuchawki z uszu i wstał. – Co ty tu…?
            – Okej, zanim cokolwiek zrobisz, pragnę powiedzieć, że śmierdzę. Proszę, nie podchodź, bo chcę zrobić dobre wrażenie.
            Kajetan przemilczał to, że nawet tutaj poczuł mieszankę skóry, potu i resztek perfum.
            Sylwester zdjął plecak.
            – Przepraszam – wyrzucił z siebie Sylwester. – Ogólnie to wiem, że zjebałem. Znaczy… niezamierzenie, więc liczę na to, że będziesz wyrozumiały. Poszedłem do klubu, ale to była nagła decyzja. Telefon mi padł. Byłem pijany i pomyślałem, hej, pojadę do niego, bo to przecież tylko drugi koniec Polski. Ej, wiesz jak ciężko dojechać z Warszawy do Juraty? Zwłaszcza jak jest się pijanym.
            – Sylwester…
            – Tak, wiem. Zachlajmorda ze mnie. Szoker, wiem. Ale chciałem ci jakoś przekazać to, że cię kocham. I nie powinienem był się tak długo nie odzywać. W ogóle… Cholera, czy ja naprawdę jestem w Juracie? Chyba przegapiłem dwa wykłady… A, mam coś dla ciebie. – Cofnął się, schylił do plecaka, prawie się przewrócił, w ostatnim momencie łapiąc równowagę. – Proszę. Podał mu książkę. – Wiem, że lubisz. Kupiłem dla ciebie jak miałem przymusowy postój koło Torunia. 
           Kajetan, nie będąc do końca pewien co się dzieje, przyjął książkę i spojrzał na okładkę. Była to druga część serii, która Kajetanowi szczególnie się podobała. Szepty – Klątwa Licha. Wpatrywał się w niesamowicie czarującą okładkę, która mogła nawet przebić poprzedniczkę z pierwszego tomu.
            Kajetan podszedł do Sylwestra i go przytulił.
            – Cieszę się, że tu jesteś. Zaraz... jechałeś autem?!
            – Co? Nie! Jechałem pociągiem, ale pomyliłem perony i... Długa historia. Ogólnie to zrobiłem wszystko na opak...
            Sylwester zachwiał się i przyłożył dłoń do czoła.
            – Kocham cię, ale dzisiaj jadę tylko na jednej kawie – jęknął. – Nie mam siły. Czy mogę się położyć…? Brudny, śmierdzący i w ogóle.
            – Jasne – powiedział. – Jesteś na haju?
            – Wziąłem bucha – przyznał. – Dwa. Trzy, bo to magiczna cyfra. Pilnuj mnie na przyszłość – poprosił, zamykając oczy. – Już nie jestem tak młody… I śpiący… Jezu, ale mi się spać chcę. Przepraszam. Dziękuję. Pierdolę od rzeczy. Potrzebuję snu. Mogę?
            Kajetan odprowadził Sylwestra na łóżko i pomógł mu zdjąć koszulę i jeansy, zostawiając go jedynie w bokserkach w kości. Sylwester zaśmiał się.
            – Przeważnie to inaczej się kończy, gdy mnie rozbierasz.
            – Śpij.
            – Jasne. Dzięki. Przepraszam. Czy ja się powtarzam? Ja pierdolę… Deprawacja snu.
            Sylwester ledwo co zamknął oczy i rozległo się chrapanie. Kajetan obserwował jeszcze chwilę ten obrazek. Oto w jego łóżku leżał jego chłopak, z przyjemnie owłosioną klatką piersiową, wilczym kłem na rzemyku, w bokserkach i skarpetach, których Kajetan jednak wolał nie dotykać.
            Uszczypnął się, aby się upewnić, że nie śni. Zabolało. To była prawda.
            Zgasił światło i wycofał się do drzwi, otwierając je. Do środka wpadły prawie cztery osoby, łapiąc równowagę.
            – Podsłuchiwaliście?
            – Nie – odpowiedzieli chórkiem i rozbiegli się po mieszkaniu. Kajetan zamknął za sobą drzwi i uśmiechnął się. To był jednak dobry dzień. Postanowił, że zrobi wszystkim gorącą czekoladę.
            Sylwestrowi też ją poda. Jak tylko wstanie. Pewnie dopiero koło południa następnego dnia.
           
 

11 komentarzy:

  1. Ok, spokojnie...
    Po pierwsze rozdział świetny, jak zwykle, uwielbiam Sylwestra i Kajetana ^^
    Po drugie możesz wczuć się w Sylwestra. Czyżby w twoim życiu pojawił się ktoś ważny? ;)
    Po trzecie kawałek z Tamagotchi był świetny. Wytatuuję go sobie jako życiową mądrość xD
    Po czwarte awwwwww Klątwa Licha. Przez Ciebie znów nakręciłam się i powracam do niecierpliwych myśli o drugiej części Szeptów. Kajetan to ma szczęście ^^
    Dziękuję, że ty (i mnóstwo zjedzonej czekolady, później będę tego żałować)poprawiłeś mi dzień tymi wspaniałymi wiadomościami ^^
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cholera, ależ ja dawno tego nie czytałem. Ale to miłe znów wrócić na stare śmieci. Dzięki wielkie Autorze.
    Jak zawsze dobrze jest Cię poczytać :)
    To było bardzo romantyczne, iż Sylwester tak przyjechał po pijaku do Kajetana, widać, że kocha, nawet po pijaku i na haju :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojeju, zachwyciłam się!
    Stęskniłam się za tymi bohaterami, chociaż czytałam całość któryś już raz kilka tygodni temu. Aż zazdroszczę Kajetowi *bardziej klarze, ale cii*. Takich osób ze świecą szukać...
    O, jest jeszcze jedna kwestia, w której zazdroszczę pieguskowi! Czemu on ma już SZEPTY - Klątwa Licha w wersji papierowej, a ja jeszcze nie?:')
    Krótko mówiąc - świetny rozdział,
    Weny życzę i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. To było fantastyczne zwłaszcza że to moja ulubiona seria :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten uczuć (zamierzony błąd ;) ) gdy zostaje ci 20 minut do końca pracy i chowasz się gdzieś w kąciku dla pracowników by przeczytać rozdział. Oczywiście potem dusisz sama siebie, bo nie możesz śmiać się na głos. Bardzo dziękuję za cudowny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  6. A gdzie rozdzial o rozprawiczeniu Kajeta??! ;OOO Niedosyt ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączę się z tobą w bólu rozczqrowania braku tegoż ważnego etapu w związku o którym równie chętnie bym poczytala

      Usuń
    2. Wszyscy potrzebujemy tej jednej rzeczy. No, tak przynajmniej maciupke ich aktu... ;3 To do Ciebie niepodobne, ze to ominales ;(

      Usuń
  7. Dziękuje za ten choć chwilowy, to miły powrót do bohaterów.
    Moją jedyną myślą przez większość opowiadania było to, że całe wakacje spędzam w Juracie i to troche przybliżyło mi tę historię.
    Jeszcze raz dziękuje
    Akira

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, Klątwa Licha! <3 Ciężko będzie przebić poprzednią okładkę, bo była boska :D
    Kupiłeś mnie słuchaniem Adelki i Arctic Monkeys, no i oczywiście tamagotchi :D
    Alys

    OdpowiedzUsuń